poniedziałek, 13 czerwca 2011

Robin McKie, Małpolud.Opowieść o ewolucji człowieka



"...Powszechnie przyjmuje się, że trzy właściwości definiują istoty ludzkie: zdolność do chodu w pozycji wyprostowanej, zdolność do wytwarzania narzędzi oraz powiększony mózg. Ale która z tych właściwości pojawiła się pierwsza? Przez większość pierwszej części XX wieku uważano, że pierwszą z tych ewolucyjnych nowości był rozrost mózgu. Mózgi stały sie większe i tym samym stworzyły potrzebę uwolnienia dłoni i ramion, tak byśmy mogli wytwarzać narzędzia, od których wynajdywania nasze rozwijające się mózgi aż pękały.Tak jednak nie było.Ze szczątków kopalnych, a także z odkryć w Laetoli, jasno obecnie wynika, że spionizowana postawa była pierwsza; powiększony mózg i wytwarzanie narzędzi przyszły później - dużo później, jak sie okazuje..."
"...Wtedy, około 40 000 lat temu, u Homo sapiens doszło do eksplozji kulturowej. Narzędzia nagle stały się wypracowane, przybierając postać tak zwanych narzędzi oryniackich, na które składały się groty oszczepów, haczyki na ryby oraz harpuny.Pojawiły się wytwory sztuki,w tym rzeźby, malowidła i instrumenty muzyczne.Wznoszono domostwa - jedno z nich, odkryte na Ukrainie, było zbudowane w całości z kości mamutów - prowadzono wymianę minerałów, surowców kamiennych oraz paciorków. Do wytwarzania ozdób używano mamuciej kości słoniowej, poroży, muszli morskich, wapienia, gagatu, hematytu i innych surowców kamiennych, z których część pochodziła z wychodni położonych setki kilometrów od miejsca wykorzystania. No i oczywiście artyści zaczęli malować oszałamiające przedstawienia naskalne w jaskiniach południowej Europy. Jak pisze Jon Pfeiffer;" Wkroczyła sztuka. I to z hukiem, jak wskazują źródła archeologiczne"..."
"...Niezależnie jednak od przyczyny, skutkiem była dominacja nad światem. Około 30 000 lat temu, z dokładnością do kilku tysięcy lat, Homo sapiens stał się jedynym pozostałym na Ziemi gatunkiem hominida - taki monopol powstał po raz pierwszy od milionów lat..."


Robin McKie, Małpolud. Opowieść o ewolucji człowieka, Muza SA, 2001, s.18, 194, 206

Anais Nin, Kazirodztwo


"...Poświęcam się całkowicie, by przygotować jak najlepiej wyjazd Hugona. Spędzam wiele godzin na wymyślaniu, planowaniu, pracy nad prezentami, które przyniosą mu popularność u ludzi w banku. Zajmuję się tysięcznymi drobiazgami - -praktycznymi - z najwyższą troskliwością. Ani chwili wolnej, ponieważ Henry i ja spędzimy dziesięć dni razem, dziesięć dni, dziesięć dni!..."

"... Kłamię, by ukryć przed światem moją walkę ze słabym zdrowiem. Częstokroć, gdy jestem zbyt zmęczona, by przetrwać cały dzień, wymyślam jakieś sprawy do załatwienia, tymczasem biegnę do domu, by zażyć kąpieli słonecznej. Kłamię na temat źródła pieniędzy, które daje Henry'emu kosztem wielkich wyrzeczeń, ponieważ sympatyczniej mówić o pracy niż oszczędzaniu. Nie mogłabym podjąć się pracy, ponieważ mam zbyt mało siły. Okłamuję Hugona, by nie stracił poczucia bezpieczeństwa. Okłamuję Emilię. Okłamuję Joaquina, by uśmierzyć jego zazdrość. Okłamuję nocne pielęgniarki, lekarzy, utopistów.
Jestem prawdomówna jedynie wobec mojego dziennika. Choć niekiedy kłamię nawet w nim, pomijając pewne sprawy. O tylu sprawach wciąż nie piszę!..."


Anais Nin, Kazirodztwo, Muza SA, 1997, s. 108, 152-153

sobota, 11 czerwca 2011

Edgar Allan Poe, Opowiadania t.1,2





"...Wściekły pęd wdzierającego się wichru omal nie obalił nas z nóg. Noc była burzliwa, lecz groźnie piękna - dziwna tym skojarzeniem piękności i grozy. Zamęt powietrzny czerpał widocznie swe siły gdzieś w naszym sąsiedztwie, gdyż kierunek wiatru ulegał częstym i nagłym zmianom i pomimo nadzwyczajnego zagęszczenia się chmur (co wisiały tak nisko, iż zdawały się ciążyć na wieżycach zamku) widać było chyżość, z jaką przelatywały na podobieństwo żywych istot, nadlegając ze wszech stron, lecz nie rozpraszając się w przestworzu..."



Edgar Allan Poe, Zagłada Domu Usherów, w: Opowiadania, t. 1, Czytelnik, 1989, s. 147

piątek, 10 czerwca 2011

Nick Cave, Gdy oślica ujrzała anioła


 Nick Cave. Znany przede wszystkim ze swojej muzycznej działalności. Chyba każdy o nim słyszał. Nie przepadam za jego płytami, ale jedną uwielbiam ! "Murder Ballads" z 1996 roku (tu info o płycie ) i oczywiście hit z tej płyty "Where the Wild Roses Grow" (moja pierwsza młodość mi się przypomina!) Jest też autorem wierszy, ale powieść, wydaną w Polsce z niesamowitą reprodukcją obrazu Zdzisława Beksińskiego  tak samo lubię jak "Mordercze ballady" ponieważ, cytując Nicka,  beauty must die ...Miłego czytania!

"...Bóg nie jest wylewny. Nie przyłapiesz Go na wypuszczaniu dla przyjemności zbyt wielkiej ilości niebiańskiego gazu albo na czczej gadaninie. Nie interesuje Go  również cholernie wielkie prawienie kazań. Minęły dawne dni wciskania rzeczy na siłę - dni starego ognia i siarczanej smoły. Obecnie Bóg handluje specjalnym towarem - ludzie są teraz mniej skłonni do rozstawania się z drogocennymi uciechami życia i ziemskimi przyjemnościami w zamian za obietnicę królestwa niebieskiego po śmierci. Klientela Boga jest mała i ekskluzywna. Diabeł zagarnia szuflą.
  Bóg dojrzał. Nie jest już tą impulsywną istotą bez charakteru z Testamentów - porywczym handlarzem wiecznością, z torbą pełną tanich cyrkowych sztuczek i grzmiącym głosem-zapalczywym kramarzem z płonącymi krzewami i cudownymi laskami. Obecnie Bóg wie, czego pragnie, i wie, kogo pragnie. Jeżeli w swym majestacie uznał za stosowne wybrać cię jako narzędzie w Wielkim Planie, wtedy , mówię ci, musisz być gotów na przyjęcie, zrozumienie i wypełnienie jego poleceń, bez żadnych pytań albo dyskusji.
  Byłem Jego mieczem, ostrym i zatrutym, gotowym do uderzenia. Lśniłem w słońcu..."



Nick Cave, Gdy oślica ujrzała anioła, Wydawnictwo AKIA, s.c., 1996, s. 186

środa, 8 czerwca 2011

Anais Nin, Dziennik, t. 3




"...Przybył Andre Breton. Rozmawialiśmy o hipnozie i wszystkich pisarzach, których uważamy za jasnowidzów czy proroków. Chwilami nadal mam wrażenie, że gdy mówi, jest raczej badaczem podświadomości niż poetą, że częściej analizuje, niż odczuwa, lecz każde wypowiedziane przezeń słowo świadczy o przenikliwości, precyzji myślenia i pomysłowości. Bezsprzecznie w swej twórczości jest poetą, i to o potężnej sile oddziaływania. Być może zmuszony do teoretyzowania, nauczania, określania grup i dzieł, z konieczności stał się dogmatykiem. Zdaje mi sie, że surrealizm ma szersze znaczenie, bogatsze treści, niż przypisuje mu Breton.
Najbardziej surrealistyczny jest sam Andre Breton, emanuje zeń wrodzona godność, imponuje prawdziwie królewską postawą, długie włosy odgarnia z lwiego oblicza o dużych oczach i śmiałych rysach, gdy na pietrze autobusu, jadącego Piątą Aleją, pochyla się, by pocałować mnie w rękę..."


Anais Nin, Dziennik, t 3, 1939-1944, opracowanie i wstęp Gunther Stuhlmann, Z-sk i S-ka, 2007, s.180

Anais Nin, Dziennik, t. 2




"...Urządziłam huczne oblewanie nowego mieszkania; zaprosiłam tahitańskich pieśniarzy i tancerek, zawiesiłam pomarańczowe latarnie z papieru i porozstawiałam donice z tropikalnymi roślinami. Drzwi na balkon zostawiłam otwarte.W dole błyszczały fale Sekwany, a Tahitańczycy tańczyli i śpiewali (mężczyźni grali na instrumentach, kobiety tańczyły). Była to prawdziwie tropikalna fiesta, ze zmysłowymi tańcami i głosami, latarniami, egzotycznymi roślinami i migocząca za oknem rzeką..."
"...Nędza to wielka rzeczywistość. Dlatego artysta jej poszukuje. W dzieciństwie była to dla mnie rzeczywistość jedyna. Dzięki temu zawsze będę blisko ludzkiej rzeczywistości. Potem celowo się od niej  nie odrywałam, by utrzymać więź ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi, Henrym, Helbą, Gonzalem, Moricandem, którzy są biedni. Nędza ma także znaczenie religijne. Symbolizuje poświęcenie, zazwyczaj stanowi wynik wyboru pomiędzy wartościami artystycznymi, duchowymi i materialnymi. Ma znaczenie duchowe..."

Anais Nin, Dziennik, t. 2, 1934-1939,  opracowanie i wstęp Gunther Stuhlmann, Z-sk i S-ka, 2005, s.107, 238

Anais Nin, Dziennik, t.1



Jedna rzecz mnie rozczarowała w "Dziennikach" - niestety jest to wersja ocenzurowana :( Poza tym, kawał fajnej kobiecej literatury. 
Próbka poniżej:


"...June i ja zapadamy się w tę potrzebę ciepła i miłości. Podarunki, pochwały, słowa, podziw, kadzidło, kwiaty, perfumy.
Weszłyśmy do sali tanecznej. Nieoczekiwany szyk, wystrój według wszelkich kanonów elegancji. Wieczorowe suknie, szampan w kubełkach, kelnerzy w białych kurtkach, łagodne dźwięki jazzu. Czy powinnyśmy wyjść? Ujrzałam przekorę w oczach June. Chciała rzucić wyzwanie całemu światu, obrazić społeczeństwo, gdyż Henry oddał się książce, odwrócił od nas obu.
Zapomniałyśmy, że obowiązuje tu sztywna elegancja. Rozmawiałyśmy, opierając się o mały stolik. June promienna, prorocza i wymowna. Dobrałyśmy się, jesteśmy siebie godne. Ciekawi mnie czy ma kochanka w Nowym Jorku..."



Anais Nin, Dziennik, tom 1, 1931-1934, opracowanie i wstęp Gunther Stuhlmann, Z-sk i S-ka, 2004, s.183