Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prusky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prusky. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 marca 2012

Z internetu do księgarni, czyli "Jędrne kaktusy"

Jakiś czas temu zetknęłam się z bardzo pozytywnymi opiniami innych matek - internautek na temat "Jędrnych kaktusów" oraz "Ballady o chaosiku" niejakiego Wawrzyńca Prusky'ego.  Cóż pozostało? Zapoznałam się, ba, nawet i nabyłam "Balladę o chaosiku" (która zresztą wędruje po zadziecionych znajomych), dwa słowa o "Balladzie..." już na blogu z siebie wyplułam. Obie pozycje oparte  są na blogu prowadzonego przez WP (to pseudonim blogera, szukajcie a znajdziecie, po pseudonimie traficie...) , w którym dominuje, to co najbardziej absorbuje chyba autora, czyli ojcostwo. 
WP w "Jędrnych kaktusach" zabawnie opisuje codzienne perypetie rodziny (2+1, potem 2+2) z punktu widzenia ojca. Nie jest słitaśnie, ani nazbyt  poważnie. Ot, normalnie (odnotowuję w naszym stadle podobne podejście do rodzicielstwa). Bardzo polecam zadziecionym parom -  zwłaszcza tym, którzy być może obawiają się rodzicielstwa. Przy lekturze "Jędrnych kaktusów" kilka razy zarykiwałam się ze śmiechu (co powodowało nerwowe drgawki u śpiących dzieci, bo czytam nocami), a jeden fragment - o pobycie dziecka w szpitalu w związku z rotawirusem - bardzo mnie wzruszył. Świetnie napisane przez faceta - ojca. Ach, w obu książkach bohaterowie mają fajne pseudonimy:
Wawrzyniec Prusky - ojciec
MŻonka - żona
Dziedzic - synek
Potomka - córka
Jeszcze jedna przyjemna rzecz związana z "Kaktusami"- książka ta w księgarni Matras, którą nawiedziłam parę dni temu, miała niebywałą cenę: 2 zł :)

  


Wawrzyniec Prusky, Jędrne kaktusy, Zysk i S-ka, 2007

sobota, 14 maja 2011

Wawrzyniec Prusky, Ballada o chaosiku


 Rewelacyjna książka dla rodziców o  rodzicach. Autor przezabawnie opisuje swoje przeżycia jako ojca dwójki małych dzieci (Talko się chowa...). Z pewnością się w niej odnajdziecie :), Wawrzyniec prowadzi też bloga (szukać po pseudonimie...).


"...Dziedzic po wstępnym ustaleniu, że MŻonka ma ochotę na napój o smaku cytrynowym począł przelewać wodę z kolejnych kubeczków lejkami do wiader i z powrotem według jakiejś piekielnie skomplikowanej procedury, by po kilku minutach żmudnego rozchlapywania wody w nabożnym skupieniu osiągnąć efekt w postaci kubka cytrynowej lemoniady.
- Cytrynowa lemoniada - oświadczył uroczyście i wręczył naczynie MŻonce.
- Ojej, jaka pyszna! - MŻonka nieomal omdlała z zachwytu, wpatrując się w nijakość kolorystyczną lemoniady, jednak Dziedzic nie dał się zwieść.
- Napij się, to dobra lemoniada.
MŻonka zbliżyła usta do krawędzi kubka.
- Dziedzic nasikał do kąpieli, kiedy napełniałem brodzik - poinformował lojalnie Wawrzyniec.
- I puściłem bonka pod wodom! - nie bez dumy dodał potomek..."

Wawrzyniec Prusky, Ballada o chaosiku, Grasshopper, 2009, s. 427-428